Moja trzecia wizyta na „Ultra Roztoczu”, w tym roku pod zmienioną nazwą – Roztocze Ultra Race. W 2021 roku biegliśmy 120km, w 2025 pobiegłem maraton, no a w tym, wybrałem dystans 65km. Oryginalnie, impreza miała odbyć się w maju, jednak przez pożary w Puszczy Solskiej, została przełożona na październik. W maju byłem zapisany ponownie na 120km, ale organizator zrezygnował z tego dystansu, na rzecz 100km. „Setka” to tzw. agrafka, czyli tam i z powrotem – nie przepadam jednak za takimi trasami, więc przepisałem się na dystans 65km. Sam termin październikowy uważam za dużo lepszy niż majowy, jesień maluje lasy na złoto, czerwień, pomarańcz i brąz, to właśnie jesienią Roztocze jest najładniejsze.
Trasa „Roztocza” zmienia się co roku, meta przesuwa się z miejscowości do miejscowości: Krasnobród – Zwierzyniec – Józefów – Susiec, aż zatoczy pełne koło, które stanowi trasa (odwołanego) dystansu 120km. W tym roku, centrum imprezy to Józefów.
Po odbiór pakietu startowego przyjeżdżam w piątek, 9 X, już po zmroku – około godziny 19. Muszę odebrać go w piątek, gdyż dla dystansów 65 i 100 biuro nie wydaje ich w dniu zawodów. W pakiecie oprócz numeru startowego znajduje się brandowana „Janosik Race Series” talia kart do gry, komplet rękawków do biegania, no i oczywiście numer startowy. Czip do pomiaru czasu jest razem z numerem startowym – bardzo duży plus. W tym roku organizator zrezygnował z wypożyczania biegaczom trackerów GPS, a w zamian udostępnił darmową aplikację na telefon. Idea jest fajna, ale w praktyce szybko zjada baterię smarftona, więc ja zrezygnowałem z tej możliwości.
10 X, o 7:15, wyjeżdżamy autobusami zapewnionymi przez organizatora, z rynku w Józefowie, na start – stadion „Igros” w Krasnobrodzie. Temperatura to 6°C – rześko, ja startuję w szortach, t-shircie i rękawkach, więc chowam się jeszcze do szatni „Igrosu”, żeby trochę się zagrzać. Jeszcze tylko krótka odprawa techniczna, stajemy na linii startu i punkt 8:00 ruszamy!

Na „rozgrzewkę” obiegamy krasnobrodzki zalew, by po dwóch kilometrach wbiec do lasu i rozpocząć podbieg na św. Rocha. Jeszcze nad zalewem ustanowiła się ścisła czołówka – 4 zawodników oraz ja. U mnie, ścigania się nie było w planie, ale chciałem zobaczyć jak „siądzie” tempo grupy. Finalnie stanęło na ok. 4:30min/km – dla mnie zdecydowanie za szybko, więc na podbiegu odpuszczam i od tej pory zaczynam samotny bieg. Zbiegam schodami pod kapliczkę św. Rocha, aby zaraz znowu podbiegać, na górę tego samego patrona. Po wybiegnięciu z lasu, trasa prowadzi przez rozległe pola, aż do wzgórza Kamień – tzw. Góry Piekiełko, gdzie zlokalizowany jest pierwszy punkt odżywczy. To 12km trasy i przybiegam tutaj z czasem 1:01:28, jest to też miejsce „nawrotki” i przepaku dla biegaczy z dystansu 100km, dlatego też, od tej porty będziemy mijać się z zawodnikami ze stu kilometrów. Uzupełniam oba soft-flaski i szybko ruszam dalej.
Z Piekiełka, najpierw Centralnym Szlakiem Roztocza, a później Szlakiem Łącznikowym, biegniemy cały czas lasem, aż do Majdanu Sopockiego, gdzie jest drugi check-point. To tylko 8km z poprzedniego punku, 20km trasy i dobiegnięcie tutaj zajmuje mi 1:39:42. Znowu uzupełniam bidony. Majdan Sopocki, to jedna z moich ulubionych roztoczańskich miejscowości, spędzam tutaj kilkanaście dni w praktycznie każde lato. Obiegam miejscowy zalew na rzece Sopot i na dłuższy czas wybiegam z lasu. Trasa teraz prowadzi otwartymi polami, przez wzgórze Grabowica, pod wieżę widokową górującą nad Suścem, a następnie w dół, do Suśca właśnie. Stąd, znowu przez las, już tylko rzut beretem do chyba najbardziej rozpoznawalnego miejsca tej części Roztocza, Rezerwatu Szumy nad Tanwią. „U Gargamela”, na trzecim punkcie kontrolnym, melduję się z czasem 2:47:42. Gdyby nie przemiła obsługa punktu, która krzyknęła za mną, minąłbym go i musiał się wracać. To 33km, połowa biegu już za mną.
Po wybiegnięciu od Gargamela, trasa prowadzi nad meandrującą rzekę Tanew, na swoisty odcinek specjalny. Gubię się tutaj na chwilę, ale odnalezienie właściwego kursu nie zajmuje mi długo. Wracam znowu na szlak Szumów, przebiegam kilka drewnianych kładek, przecinam dwa wąwozy – jeden spektakularny, mijam wodospad na Jeleniu i dobiegam do bobrowiska. W tym roku całe szczęście jest suchutko, więc przebiegam je bez żadnych problemów, ale pamiętam jak w 2021 roku, brodziłem tu w wodzie po kolana.


Bobrowisko, na jednej z poprzednich edycji biegu, kiedy było mokro
Zaraz za bobrowiskiem mijam niewidzialny marker 42,195m – przebiegłem maraton w około 3h45min, tempo może nie jest wysokie, ale też nie ma lipy. Na check-point w Oseredku (44km) przybiegam z czasem 3:52:48. Pierwszy raz od startu, poza uzupełnieniem picia, decyduję się też w końcu coś zjeść. Mój wybór padł na kromkę chleba ze smalcem, ogórka kiszonego, oraz kilka krakersów z nutellą… mieszanka wybuchowa.
Zaraz po wybiegnięciu z Oseredka, trasa łączy się z kolorowanym na czerwono, Szlakiem Krawędziowym. Jest to trzeci ze średniodystansowych szlaków Roztocza (obok Szlaku im. Wachniewskiej i Szlaku im. Podobińskiej), który mam jeszcze na swojej liście „do przebiegnięcia”. Na trasie mijam mały, ale bardzo klimatyczny kamieniołom w Nowinach, i niedługo później dobiegam do Rezerwatu Czartowe Pole, jest przedostatni punkt kontrolny. To 52km trasy, a mój czas to 4:38:14. Na trasie będzie jeszcze jeden punkt żywieniowym już bez kontroli czasu, ale ja planuję po raz ostatni uzupełnić bidony i dobiec na tym już do mety. Za rezerwatem czeka mnie kolejny odcinek specjalny. Organizator poprowadził trasę przez rowerowy singletracks „Józefów”, więc 8km interwałowego wysiłku góra-dół. Na pewnym etapie pojawia się u mnie już kryzys i braknie mi sił, żeby wszystko podbiegać. Po raz pierwszy na trasie tempo znacząco mi spada, a ja zaczynam bardzo nieprzyjemnie czuć zmęczenie. Pocieszam się myślą, że to już praktycznie końcówka, i napieram dalej.

Po wybiegnięciu z sigletracka, i bardzo krótkim przelocie przez las, wbiegam do kamieniołomu w Józefowie. To już ostatnia niespodzianka, ale niebanalna, nie zabrakło nawet trochę wspinaczki – poczułem się na chwilę jakbym biegł górskie ultra. Za kamieniołomem trudności już nie ma, został tylko asfaltowy kilometr przez miasteczko. Na metę na rynku w Józefowie wbiegam z czasem 6:04:26, daje mi to 5. miejsce OPEN.
Całą trasę biegu nagrywałem (POV) nową kamerką sportową Dji Osmo Nano, zapraszam do oglądania relacji wideo.
Zdjęcia: Jan Haręza

