Rubin Szczawnicy

PTTK oddział w Szczawnicy, w 2025 roku, ustanowił odznakę „Rubin Szczawnicy” za przejście w ciągu jednego dnia pewnej trasy.

Dla tych, którzy szukają prawdziwego górskiego wyzwania, przygotowaliśmy trasę łączącą w sobie najpiękniejsze zakątki Małych Pienin i Beskidu Sądeckiego. To długodystansowy szlak o długości 42 km, który – niczym maraton – trzeba pokonać w całości jednego dnia. Start i meta znajdują się w Szczawnicy, a pętla prowadzi przez górskie grzbiety, malownicze doliny i szczyty, z których roztaczają się widoki na Tatry, Pieniny i Beskid Sądecki.

Najważniejsze punkty na trasie

  • Dzwonkówka (982 m n.p.m.) – urokliwy punkt na styku beskidzkich grzbietów
  • Przehyba (1175 m n.p.m.) – serce Beskidu Sądeckiego, z rozległymi panoramami i schroniskiem, w którym można chwilę odpocząć.
  • Radziejowa (1266 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego, z wieżą widokową i niezapomnianą panoramą górską.
  • Wysoka (1050 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Małych Pienin, znany z niezwykle malowniczych łąk i widoków na Tatry.
  • Wysoki Wierch (899 m n.p.m.) – miejsce, gdzie poczujesz klimat pienińskich hal i zobaczysz panoramę jak z pocztówki.

https://pttkszczawnica.pl/pieninskie-wyzwania/rubin/

Swoisty górski maraton, tak się składa, że niemalże 1:1 biegnący po trasie „Wielkiej Prehyby” z Pieniny Ultra-Trail. Trasa znana, lubiana i wielokrotnie przez nas obiegana. Nigdy jednak w wariancie zimowym.

Wyruszamy ze Szczawnicy w piątek, 16 stycznia ok. 8:00. jets dosyć ciepło, lekko poniżej zera stopni. Wzdłuż Grajcarka dobiegamy do miejsca, w którym bulwar łączy się z zielonym szlakiem Schronisko PTTK Orlica – Przysłop, skręcamy w prawo i zaczynamy podejście. Najpierw pomiędzy zabudowaniami Szczawnicy, bo w końcu – w okolicy Podołów Szczawnickich – „wejść w góry”. Aż do Dzwonkówki podchodzimy w lesie. Kiedy „wskakujemy” na GSB pojawiają się pierwsze widoki… i pierwsze tego dania niesamowite inwersje.

Dalej trasa wiedzie góra-dół-góra-dół przez przełęcz Przysłop, cały czas Głównym Szlakiem Beskidzkim, głównie przez las, do Schroniska PTTK na Przehybie. Słońce przebija się między drzewami, co rusz otwierają się piękne widoki. Pogoda jest kapitalna.

Prognozy zapowiadają jednak ładne widoki tylko do wczesnych godzin przed południowych, więc cieszymy się ostatnimi na dziś widokami na Tarty.

W schronisku robimy przerwę na śniadanie. Jemy jajecznicę na kiełbasie, popijamy kawą. Przystawiam pieczątkę do książeczki GOT. Uzupełnimy bidony i ruszamy dalej. Za nami 14km, a więc jedna trzecia trasy.

Po wyjściu ze schroniska (a zabawiliśmy tam może pół godziny?), po widokach nie ma już nawet śladu. Chmury zasnuły szczyty i zrobiło się zimno. Dodatkowo czeka nas teraz odcinek granią, wiatr potęguje uczucie chłodu. Nie zwlekamy więc, zakładamy kurtki, i żwawo ruszamy w kierunku Radziejowej.

Na najwyższym szczycie Beskidu Sądeckiego zbieram kolejną pieczątkę. Tutaj zdejmujemy też kurtki, bo mocno zagrzaliśmy się na podbiegu. Zbiegamy stromo na przełęcz Żłobki, i zaraz za Wielkim rogaczem opuszczamy GSB i zmieniamy kolor szlaku na niebieski. Towarzyszył nam on już będzie niemal do samego końca trasy.

Dobiegamy na przełęcz Obidza, i skręcamy w prawo, kierując się wzdłuż granicy. Odcinek Obidza – Rozdziele jest całkowicie nieprzetarty. Miejscami grzęźniemy po kolana w śniegu. Nie psuje nam to jednak humorów, nigdzie nam się nie spieszy. Zmieniając się przy torowaniu, cieszymy się, górską zimową przygodą. Docieramy na przełęcz Rozdziele, by opuścić Beskid Sądecki i wejść w Pieniny. Jesteśmy już grubo za połową trasy.

Podchodzimy, cały czas grzęznąc w sniegu, przez Wierchliczkę do Polany pod Wysoką… A przynajmniej tak nam się wydaje. Mgła jest bardzo gęsta i jak się okazuje pomyliliśmy szlak i pod samą Wysoką podeszliśmy od strony słowackiej, nieistniejącym już szlakiem. Tak nam się wydawało, że nie pamiętamy tego fragmentu trasy. Wracać nie bardzo jest jak, bo podejście było bardzo strome i nie uśmiecha nam się schodzenie. Wybieramy więc marsz na azymut, i wracamy na szlak.

Na Wysokiej widoków brak, przybijam więc tylko pieczątkę. Tutaj zakładamy też raczki, gdyż szlak robi się wyślizgany i oblodzony. Fragment granią Małych Pienin – od Wysokiej, przez Durbaszkę, po Szafranówkę – jest bardzo widokowy, niestety nie dzisiaj. My przebiegamy go w chmurze. Po drodze zaliczmy tylko Wysoki Wierch (kolejna pieczątka), by po kilku kilometrach dobiec do Szafranówki. Słońce już zaszło, ale jest jeszcze na tyle jasno, że uda nam się skończyć bez zakładania czołówek. Stąd zbiegamy przez las do Schroniska PTTK Orlica, gdzie przybijam ostatnią pieczątkę. Zbiegamy do drogi nad Dunajcem i po kilku minutach meldujemy się na Moście Flisaków zamykając pętlę.

Całość trasy zajęła nam 7 godzin i 18 minut, przebiegliśmy 42 kilometry i zaliczyli ok. 1800 metrów podejścia. Była to piękna, zimowa, górska przygoda.

PS Weryfikacja odznaki odbyła się „mejlowo” i bardzo sprawnie, więc po kilkunastu dniach cieszyłem się kolejną odznaką PTTK 🙂


Opublikowano

w

przez